Pistolet startowy. Ruszamy szybko – ale znów strzał, komentator krzyczy o ponowny start. Falstart w maratonie – nigdy się nie zdarza. Zatrzymuję się z innymi, wracam spokojnie do startu. Tym razem ustawiam się dalej w grupie, by rozpocząć spokojniej i trzymać się planu.
Z głośników do kenijskiego biegacza, który falstartował:
"Co robisz? To maraton, nie sprint."
Komentator ma rację – zwłaszcza w tych warunkach. Jest 7:30, temperatura blisko 30 stopni, wysoka wilgotność.
Patrzę w górę i przypominam sobie, gdzie jestem: na narodowym stadionie Japonii na MŚ, wśród najlepszych na świecie. I najważniejsze – na linii startu. Trzy miesiące temu nie mogłem biegać.
Rehabilitacja i przygotowanie
Wcześniej opowiadałem o moim powrocie po reakcji stresowej kości udowej – rollercoasterze procesu. Teraz jest przełom, a ostatnie 12 tygodni mogłem spokojnie budować trening.
70, 80, 95, 100 km – i na koniec dwa tygodnie po 150 km, z interwałami i dłuższymi biegami. Ostatnie tygodnie były nieco spokojniejsze, około 130 km, z powodu podróży i pre-camp w Fukuoce.
Stojąc na starcie, jestem podekscytowany. Nie tylko tym, co mnie czeka, ale też jak ciało zareaguje. Czuję się dobrze przygotowany na upał i warunki – ale trening nie był w normie przed maratonem, gdzie zazwyczaj osiągam 180 km/tydz. w 10-12 tygodniowym bloku.
Idealny blok treningowy nie oznacza idealnego biegu – i odwrotnie. Forma była obiecująca, inaczej nie wyruszyłbym. Kilka biegów dało dobre sygnały, mentalnie byłem gotowy do rywalizacji.
Bieg
Zaczynam spokojnie z powodu upału i szybko znajduję znajomego Amerykanina z obozu w Boulder, Kolorado. Rozmawialiśmy wcześniej i zgadzamy się na strategię: biec zachowawczo i mądrze w upale.
Rezygnujemy z ambicji pójścia za czołówką i koncentrujemy się na znalezieniu rytmu, który utrzymamy do końca. Czołówka narzuca tempo, którego nie mogę utrzymać w tych warunkach bez przegrzania – więc pozwalamy im biec.
Mimo to, początek jest zbyt szybki – 15:35 na pierwsze 5 km (plan był maksymalnie 16:00). Połowę pokonujemy w 1:07:00, czuję upał. Zaczynamy jednak doganiać wielu, którzy otworzyli zbyt mocno. Od 30 km do mety zdobywamy miejsca w grupach.
Na 200 metrów do mety zdobywam jeszcze jedną pozycję i przekraczam linię jako 29.
Epilog
Celem była top-20. Liczyłem na więcej, biegając mądrze i skupiając się na chłodzeniu. Ale inni byli równie dobrze przygotowani, a stawka była mocna. Brak kilku procent widać w wynikach.
Mimo to jestem zadowolony. Trochę spadłem w drugiej połowie, biegłem 68:30 – półtorej minuty wolniej niż pierwsza. Pięć minut za zwycięzcą to jednak akceptowalne w tych warunkach i z moim przygotowaniem.
Najważniejsze, że wróciłem – i ciało reaguje pozytywnie.
Ten bieg nie jest kulminacją klasycznego bloku maratońskiego. To początek kolejnej fazy. Wciąż brakuje mi ostrości i ciągłości, ale mam na czym budować. Nie mogę się doczekać kolejnego maratonu, który już za rogiem.
Teraz czas na regenerację, naukę – i kontynuację budowy.
Zainteresowany więcej?